Forum Mafeking Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

ku pokrzepieniu Dusz Serc ...
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Mafeking Strona Główna -> Luźne tematy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Sob 6:59, 20 Paź 2007    Temat postu: ku pokrzepieniu Dusz Serc ...

Tak sobie pomyślałem, czytając niektóre opisy, że warto by się nimi podzielić...opis ogranicza sporo...

a tu można poszaleć...ale też nie wklejajmy wszystkiego jak leci...

piękne krótki lub długie....przemawiające...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Sob 7:00, 20 Paź 2007    Temat postu:

Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać.
Zadzwoń do mnie... Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą...

Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić...
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą...

Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać.
Zadzwoń do mnie. Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho...

Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze...
Przybiegnij do mnie bardzo szybko. Mogę Cię wtedy potrzebować...

Twój przyjaciel :*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewcia.
Scout



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW

PostWysłany: Sob 8:32, 20 Paź 2007    Temat postu:

Przeczytaj tę historię. Wczuj się w nią mocno. I wtedy zadecyduj jak zaczniesz jutrzejszy dzień... .

Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada.
Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia.
Zapytany jak się czuje odpowiedziałby: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!".
Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień,
Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji.
Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:
"Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?"
Michał odpowiedział: "Każdego ranka gdy się budzę mówię sobie - "Michał, masz dzisiaj dwie możliwości
- możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor.
Za każdym razem gdy wydarza się coś niedobrego,
mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie.
I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać,
mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia.
I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony."
"Zaraz, to nie jest takie proste!" - zaprotestowałem.
"Ależ tak, to właśnie takie jest." - odpowiedział Michał.
"Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem.
Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację.
Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie.
To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze.
Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.
" Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał.
Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną.
Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała,
gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji.
Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek.
Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów.
Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji
Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami.
Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku.
Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!
Chcesz zobaczyć moje blizny?" Nie chciałem, ale zapytałem o czym myślał w chwili wypadku.
"Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić." - odpowiedział Michał.
"Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć.
Wybrałem życie." "Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?" - spytałem.
Michał kontynuował: "Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze.
Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek
- wtedy naprawdę się przeraziłem.
W ich oczach wyczytałem - "ten facet już nie żyje".
Wiedziałem, że muszę coś zrobić." "I co zrobiłeś?" - spytałem.
"Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie." - opowiadał dalej Michał.
"Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem.
Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź.
Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem "Grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem - "Wybieram życie"
Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego."
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie.
Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim.


Autor anonimowy


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
szkrabusiek
Scout



Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 1211
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW

PostWysłany: Sob 12:36, 20 Paź 2007    Temat postu:

Ewciu, to chyba było wykorzystane jako gawęda na naszej zbiórce "szyfrowej" za czasów Wiewiórek;)

ale na temat...:
10 rzeczy o które Bóg Cię nie zapyta:
1 Nie zapyta, jakim samochodem jeździłeś,ale ile osób podwoziłeś?
2Nie zapyta, jaki metraż ma Twój dom, ale ile osób w nim gościłeś?
3Bóg nie spyta, w co się ubierałeś, ale ile osób odziałeś?
4Bóg nie spyta, ile zarobiłeś, ale w jaki sposób?
5nie spyta, jakie stanowiska zajmowałeś, ale jak pracowałeś?
6Pan Cię nie spyta, ilu miałeś przyjaciół, ale dla jak wielu byłeś przyjacielem?
7 nie zapyta, w jakim otoczeniu mieszkałeś, ale jak traktowałeś sąsiadów?
8Nie spyta Cię o kolor skóry, lecz o kolor charakteru
9 nie zapyta, dlaczego zwlekałes z wiarą w zbawienie, ale z miłościa zawiedzie Cię do niebiańskiego mieszkania zamiast bram piekielnych
10 Pan Bóg nie zapyta, ile osób Cię kochało, ale ile Ty kochałeś.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
klaudia
Scout



Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 1625
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW "Modus Vivendi"
Płeć: harcerka

PostWysłany: Sob 13:49, 20 Paź 2007    Temat postu:

"Mimo, że zgubiłem się
Mimo, że zabrnąłem w mrok
Wymieszałem z błotem krew
Ocaleję mimo to!
Trzeba uprzytomnić sobie że
nawet kiedy wszystko straci sens
Znajdziesz przestrzeń gdzie
Wielka wiara tłumi lęk!"

COMA-"Pierwsze wyjście z mroku"

pozytywnie... Wesoly


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zupka
Scout



Dołączył: 12 Lut 2007
Posty: 1223
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 25 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep im. Władysława Raginisa

PostWysłany: Sob 14:30, 20 Paź 2007    Temat postu:

Każdy człowiek aby wzrastać potrzebuje miłości tak jak wody

Dobrze jest mieć kogoś, kto jest zawsze blisko!

Jeśli podejdziemy do rzeczywistości z przymrużenia oka, to zobaczymy ją w lepszych kolorach.

Przez pryzmat wiary wszystko zobaczymy w tęczowych kolorach.

Posiadamy w sobie dużo więcej możliwości, niż o tym wiemy.

Za dobrym przyjacielem warto iść nawet w głębiny.

Prośba o przebaczenie to prośba o kolejną szansę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pina
Scout



Dołączył: 09 Lut 2007
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW "Modus vivendi"

PostWysłany: Nie 14:27, 21 Paź 2007    Temat postu:

"Czyż nie lepszy byłby nasz świat,
Gdyby słyszeć od spotkanych osób:
Wiem o tobie coś dobrego,
I widzianym być w ten właśnie sposób?

Czyż nie byłoby cudownie,
Gdyby dłoń napotkanego
Niosła z sobą zapewnienie:
Wiem o tobie coś dobrego?

Czyż nie byłoby szczęśliwiej,
Gdyby dobro, które jest w nas
Było rzeczą, tą jedyną,
Pamiętaną w każdy czas?

Czyż nic słodsze dni byłyby,
Gdyby sławić dobroć znaną?
Wszak jej tyle jest na świecie,
Nawet w wadach, jakie mamy.

Czy nie warto by spróbować
Tak o innych myśleć sobie:
Ty znasz jakieś dobro we mnie,
Ja znam jakieś dobro w tobie? "
-wiersz anonimowy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pina
Scout



Dołączył: 09 Lut 2007
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW "Modus vivendi"

PostWysłany: Nie 14:32, 21 Paź 2007    Temat postu:

Przyjaciele

Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum,
zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu.
Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą wszystkie
książki.
Pomyślałem sobie: "Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu
wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł." Miałem
sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz futbolowy jutro po
południu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej.
Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego
stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i
podstawili nogę, tak że wylądował w kurzu. Jego okulary
poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w trawie około
pięciu metrów od niego.
Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach.
Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a
kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich
okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy. Podałem mu okulary i
powiedziałem:
- Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać!
Spojrzał na mnie i powiedział:
- Hej, dzięki!
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych
uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność.
Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka.
Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem dlaczego
nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej
chodził do szkoły prywatnej.
Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły
prywatnej.
Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść
książki.
Okazało się, że był całkiem [###] chłopakiem.
Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę.
Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały
weekend, a im lepiej poznawałem Kyle'a, tym bardziej go lubiłem.
Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele.
Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem
swoich książek.
Zatrzymałem go i powiedziałem:
- Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się
niezłych muskułów!
Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek.
W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się
zaprzyjaźniliśmy.
Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na
studia.
Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke.
Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta
odległość nigdy
nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja
chciałem dostać sportowe stypendium.
Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku,
więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc że jest
kujonem.
Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na
podium i
wygłosić mowę.
Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kyle'a. Wyglądał wspaniale,
był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w
szkole.
Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach.
Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny.
Matko, czasami byłem zazdrosny!
Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową.
Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem:
- Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały!
Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym
wyrażający wdzięczność) i uśmiechnął się.
- Dziękuję - Powiedział.
Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął:
- Zakończenie roku, jest czasem kiedy dziękujemy ludziom,
którzy nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom,
nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom... ale najbardziej swoim
przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć,
że bycie przyjacielem jest najlepszym darem jaki możecie im dać.
Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię.
Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy
opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić.
Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby
jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje
rzeczy do domu.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo.
- Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel
uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy.
Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten
przystojny,
popularny chłopak opowiadał o swojej słabości.
Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten
sam,
pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z
jego głębi.

Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów. Jednym
drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby. Na lepsze lub
na gorsze.
Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób
wpłynęli na życie innej osoby. Szukaj Boga w innych.


"Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi,
kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata."

Nie istnieje żaden początek ani koniec...
Dzień wczorajszy jest historią.
Jutrzejszy - tajemnicą.
Dzisiejszy jest - darem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Nie 17:23, 21 Paź 2007    Temat postu:

Tata pyta pięcioletniego Aleksandra:
- Co ci się najbardziej podoba u tatusia...?
- Aleksander po chwili zastanowienia, odpowiada:
- Mama.


Wesoly

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:

Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.

Cóż przyjdzie pracującemu
z trudu, jaki sobie zadaje?

Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi,
by się nią trudzili.

Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie,
dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata,
tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł,
jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

Poznałem, że dla niego nic lepszego,
niż cieszyć się i o to dbać,
by szczęścia zaznać w swym życiu.

Bo też, że człowiek je i pije,
i cieszy się szczęściem przy całym swym trudzie -
to wszystko dar Boży.

Poznałem, że wszystko, co czyni Bóg,
na wieki będzie trwało:
do tego nic dodać nie można
ani od tego coś odjąć.

A Bóg tak działa, by się Go [ludzie] bali.
To, co jest, już było,
a to, co ma być kiedyś, już jest;
Bóg przywraca to, co przeminęło.

Koh 3,1-15


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zupka
Scout



Dołączył: 12 Lut 2007
Posty: 1223
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 25 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep im. Władysława Raginisa

PostWysłany: Nie 18:48, 21 Paź 2007    Temat postu:

List Do...................

Jak się czujesz? Musiałem napisać do Ciebie ten list, aby Ci powiedzieć jak bardzo troszczę się o Ciebie. Widziałem Cię wczoraj, jak rozmawiałeś ze swoimi przyjaciółmi. Czekałem na Ciebie cały dzień mając nadzieję, że porozmawiasz ze mną. Dałem Ci zachód słońca, aby zakończył Twój dzień i chłodny powiew wiatru, abyś mógł odpocząć i czekałem...Nie przyszedłeś. To mnie zraniło, ale nadal Cię kocham, ponieważ jestem Twoim przyjacielem. Widziałem Cię śpiącego zeszłej nocy i chcąc dotknąć Twoich oczu rozlałem światło księżyca na Twoją twarz czekając, że po przebudzeniu porozmawiasz ze mną. Przygotowałem dla Ciebie tak wiele prezentów. Ty jednak obudziwszy się, nie przemówiłeś do mnie ani słowem i ufny jedynie w swoje siły rozpocząłeś dzień. A ja w błękicie nieba, w zieleni traw, w kolorach kwiatów, strumieniach górskich, kroplach deszczu, słałem ku Tobie wyznanie: "KOCHAM CIE". Ubrałem Cię w ciepłe promienie słońca i nasyciłem powietrzem z zapachami natury. Moja miłość do Ciebie jest głębsza nić ocean i większa od najgłębszej potrzeby Twojego Serca. Proszę Cię porozmawiaj ze mną . Proszę Cię nie zapominaj o mnie. Chciałbym podzielić się z Tobą tyloma sprawami...Nie będę więcej Ci przeszkadzał. To jest Twoja decyzja. Wybrałem Cię i ciągle czekam, ponieważ jestem Twoim PRZYJACIELEM.

KOCHAM CIE.

Jezus


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 16:54, 22 Paź 2007    Temat postu:

Jeden z moich ulubionych wierszy K. K. Baczyńskiego

Wypadek przy pracy


Ktoś krzyknął!
I wszystkim dech w piersi zaparło,
a echo zagrało i w sali zamarło,
a echo zamarło jak sygnał Spóźniony
i straszny szept przebiegł na wszystkich hal strony...
Ktoś upadł na ziemię z łoskotem,
na górze wśród trybów łopotał się potem
jak sztandar zwieszony na wietrze,
i przeciął krzyk wielki na nowo powietrze.
Wstrzymano!
Nie trzeba... nie trzeba... za późno...
Juź tylko na górze Strzęp krwi wisi luźno,
na dole szmat drugi czerwieni skrwawiony,
a wkoło tłum szary, tłum cichy, strwożony...
Powrót do góry
klaudia
Scout



Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 1625
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW "Modus Vivendi"
Płeć: harcerka

PostWysłany: Pon 17:34, 22 Paź 2007    Temat postu:

Ooo uwielbiam Baczyńskiego:)

A to mój jego ulubiony wiersz(może mało optymistyczny, ale cudny):

Deszcze

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.
Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej
bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?
w ogrody wód, w jeziora żalu,
w liście, w aleje szklanych róż.
I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.
A ty u okien jeszcze marzysz,
nagrobku smutny. Czasu napis
spływa po mrocznej, głuchej twarzy,
może to deszczem, może łzami.
I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.
I to, że winy niepowrotne,
a jedna drugą coraz woła,
i to, jakbyś u wrót kościoła
widzenie miał jak sen samotne.
I stojąc tak w szeleście szklanym,
czuję, jak ląd odpływa w poszum.
Odejdą wszyscy ukochani,
po jednym wszyscy - krzyże niosąc,
a jeszcze innych deszcz oddali,
a jeszcze inni w mroku zginą,
staną za szkłem, co jak ze stali,
i nie doznani miną, miną.
I przejdą deszcze, zetną deszcze,
jak kosy ciche i bolesne,
i cień pokryje, cień omyje.
A tak kochając, walcząc, prosząc
stanę u źródeł - studni ciemnych,
w groźnym milczeniu ręce wznosząc,
jak pies pod pustym biczem głosu.
Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.
Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewcia.
Scout



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW

PostWysłany: Wto 14:37, 23 Paź 2007    Temat postu:

"Kawałek życia został Ci włożony w ręce.
Twojego własnego życia.
Twoje umykające istnienie
każdego dnia dawane jest ci od nowa.
Czy naprawdę chętnie przeżywasz dzisiejszy dzień?
Czy go rozpoczynasz z ochotą?
Czy przyjmujesz niczym ołowiany ciężar,
który cię przygniata?
Nikt z ludzi nie potrafi tego zmienić, jedynie ty sam.
Nie ma bowiem na świecie nikogo, kto
mógłby ten dzień przeżyć za ciebie.
Przyjmij ten podarunek, a nie zapomnij,
że każdy dzień dany ci jest jak wieczność.
Abyś był szczęśliwy!!!!"

"Każdego dnia zaczynaj życie od nowa!!!
Życie znowu wstępuje w ciebie, gdy się dziwisz,
że każdego poranka pojawia się światło.
Jesteś szczęśliwy, ponieważ twoje oczy widzą,
twoje dłonie czują, a twoje serce bije.
Jesteś jak nowo narodzony, gdy zdajesz sobie sprawę,że żyjesz.

Jesteś nowym człowiekiem,
gdy czystym spojrzeniem patrzysz na ludzi i sprawy,
gdy potrafisz cieszyć się kwiatami na drodze
swojego życia. Ten, którego nic już nie potrafi
zachwycić, nigdy nie przeżyje cudu.

Przyjmij, co ci ten dzień przyniesie:
światło, powietrze i życie, uśmiech, płacz i zabawę.
Cały cud tego dnia"
Phil Bosmans


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewcia.
Scout



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW

PostWysłany: Wto 14:40, 23 Paź 2007    Temat postu:

Widok z okna


Było sobie kiedyś dwóch ciężko chorych mężczyzn, którzy dzielili niewielki pokoik w pewnym szpitalu. Pokój naprawdę mały, miał tylko jedno okno.
Jeden z chorych, ten, którego łóżko znajdowało się naprzeciw okna, mógł codziennie po południu - w ramach leczenia - siadać na godzinę w swoim łóżku, co miało pomóc odprowadzić wydzielinę z płuc, czy coś takiego. Drugi mężczyzna musiał niestety cały czas leżeć.
Tak wiec każdego popołudnia pierwszy z chorych siadał wsparty poduszkami
naprzeciw okna i spędzał godzinę, opisując swemu towarzyszowi, co widzi za oknem.
Najwyraźniej okno wychodziło na park. Był tam staw, a w nim kaczki i łabędzie. Dzieci rzucały im kawałki chleba albo puszczały łódki. Pod rozłożystymi koronami drzew spacerowali, trzymając się za ręce, zakochani; były kwiaty i trawniki, na których grywano w softball. A w tle, za drzewami, rozciągał się wspaniały widok na miasto.
Mężczyzna, który nie mógł siadać i oglądać tego wszystkiego, słuchał łapczywie słów współtowarzysza, ciesząc się każdą minutą opowieści.
Dowiadywał się, jak to jakieś dziecko nieomal wpadło do stawu i jak ślicznie wyglądały dziewczęta w letnich sukienkach. Odnosił wrażenie, że dzięki relacjom swego przyjaciela sam widzi dokładnie, co dzieje się za oknem.
Któregoś popołudnia uderzyła go dziwna myśl: dlaczegóż to niby tylko tamten mężczyzna miałby rozkoszować się widokiem z okna? Czy i on nie miał prawa wyjrzeć na zewnątrz? Wstydził się swojej zazdrości, lecz im bardziej starał się o niej zapomnieć, tym większe dręczyło go pragnienie zmiany. Zrobiłby wszystko, byleby wyjrzeć przez to okno!
I oto pewnej nocy, wpatrzony w sufit, usłyszał jak jego współtowarzysz budzi się i kaszląc i dusząc się, rozpaczliwie szuka przycisku, którym mógłby przywołać pielęgniarkę. Nie pomógł mu jednak, obserwował go tylko. Oddech tamtego biedaka wkrótce zamarł. Rano zabrano jego ciało.
Odczekawszy nieco, by nie przekroczyć granic przyzwoitości, mężczyzna poprosił, by przeniesiono go do łóżka naprzeciw okna. Spełniono jego prośbę.
Otulony pościelą, leżąc wygodnie, czekał aż wszyscy wyjdą. Potem podniósł się ciężko na łokciu i zaciskając z bólu zęby, zerknął przez okno.
Za oknem była ściana.

Mężczyzna spytał pielęgniarkę, co kierowało zmarłym żeby opisywać tak wspaniałe rzeczy przez okno. Pielęgniarka powiedziała, że człowiek ten był niewidomy i że nie mogł widzieć nawet ściany i podpowiedziała mu: "może chciał Pana podtrzymać na duchu?"

Morał: Jest bardzo łatwo uczynić szczęśliwymi innych, nie ważne jaka jest twoja własna sytuacja


Autor nieznany


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Wto 16:50, 23 Paź 2007    Temat postu:

Straszny wiersz jednak bardzo poruszający. Można go byłoby dawać młodym matkom które myślą o takich "zabiegach"


"Ballada o nienarodzonym dziecku..."

Ty byłaś piękną dziewczyną
A on był pięknym chłopakiem
Ja niepotrzebną kruszyną
Rzuconym w złe gniazdo ptakiem
Ty miałaś włosy z obrączek
Jego trzymałaś za ręce
Moich nie chciałaś rączek
Nie trzeba ci było więcej

Dziś miałabym 16 lat
Tyle, co ty wtedy mamo
Dziś cieszyłby mnie ten świat
I przeżyłabym to samo
Mamo, nie chciałam umierać,
Dlaczego mnie nie kochałaś?
Nie miałaś prawa mi życia odbierać,
Chociaż mi je dałaś
Mamo, mamusiu

Dzieci się boją zastrzyków
Cyganek i kominiarzy
Ja bardzo się boję śmietników
Tam leżą szczątki mej twarzy
Dzieci chcą tulić lalki
Ja do ziemi tulę się z lękiem
Ktoś wrzucił do umywalki
Moje ciało ciepłe i miękkie

Myślisz masz aniołka w niebie,
Chociaż go nie ochrzciłaś
On nie modli się za ciebie
Powrót do góry
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Wto 20:00, 23 Paź 2007    Temat postu:

DESIDERATA

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj, jaki pokój może być w ciszy.

Tak dalece, jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego, co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie.

Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami.

Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna.

Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa.

Lecz niech Ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.

Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla Ciebie.

Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.

Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy Ci to jest dla Ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki, jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia: w zgiełku ulicznym, w zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny.

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.


Tekst ten choć znany jest szeroko jako anonim znaleziony w starym kościele w Baltimore w 1692, w rzeczywistości został napisany w 1927 przez Maxa Ehrmanna (1872-1945).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
...:::G@g/\tK@:::...
Scout



Dołączył: 15 Lut 2007
Posty: 690
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW / 5GZ
Płeć: harcerka

PostWysłany: Pon 17:10, 29 Paź 2007    Temat postu:

Mała dziewczynka


Dwa małe misie biegły przez łąkę, śmiejąc się i podskakując radośnie. Biegły do domu. Tam czekała na nich mama miś i tata miś. Misie wpadły w objęcia rodzicom. Mamusia przyniosła ciasteczka i herbatkę, tatuś posadził sobie misiaczki na kolanach, a one przekrzykiwały się opowiadając o dzisiejszych przygodach. Tata i mama misiowie byli dobrzy, kochali swoje dzieci. Nagle obraz zniknął.

- Kochanie, wystarczy już tego oglądania, pora spać.

Mama była dobra, kochała małą dziewczynkę. Czasami krzyczała, ale tylko wtedy gdy piła, a wtedy nie była prawdziwą mamusią.

- Kiedy przyjdzie tatuś?

Tatuś też był dobry, kochał małą dziewczynkę. Obiecał jej, że nigdy nie będzie zły i nie będzie krzyczał na mamusię i na małą dziewczynkę.

- Nie wiem, kochanie, idź już spać, proszę.

Dziewczynka posłusznie wstała, chciała być grzeczna.

- Mamusiu byłam dzisiaj grzeczna, prawda?

- Tak kochanie, byłaś. A więc skoro jesteś grzeczną dziewczynką, chodźmy.

Mała dziewczynka pobiegła radośnie do pokoju. Mamusia ułożyła ją w łóżeczku, dała jej Pysia. Pysio był jedynym przyjacielem małej dziewczynki, to jemu opowiadała o swoich problemach, teraz także przytuliła się ufnie do pluszowego misia.

- Dobranoc mamusiu.

- Dobranoc złotko.

Mama pochyliła się nad małą dziewczynką i pocałowała ją na dobranoc, po chwili pocałowała też starty nosek Pysia. Wyszła.

Dziewczynka nie spała. Czekała na tatusia. Dziś będzie dobry, opowie jej bajkę, obiecał to małej dziewczynce. Mała wytężyła słuch. Ktoś wchodził po schodach, ciężko, nierówno. Po chwili usłyszała zgrzyt wkładanego klucza w zamku. Mała dziewczynka szybko wstała, wyjrzała przez uchylone drzwi pokoju. Tatuś nie był dobry, zaczął krzyczeć. Dziewczynka wiedziała co teraz będzie, pobiegła z powrotem do łóżka i przytuliła się mocno do zabawki.

Z kuchni dobiegały krzyki, mama i tata kłócili się. Coś spadło, coś się stłukło. Mamusia krzyczała, odgłosy uderzenia, głuchy łomot spadającego ciała. Zapanowała cisza, dziewczynka skuliła się, małe rączki były mocno zaciśnięte na zabawce, paznokcie kaleczyły ciało. Tatuś zaraz tu przyjdzie, będzie zły. Kroki stawały się coraz głośniejsze, tatuś mocno szarpnął drzwiami. Przestraszone oczy małej dziewczynki wpatrywały się w jego postać. Zbliżył się do łóżka małej, kucnął obok.

- Dlaczego nie przywitałaś się z tatusiem? Byłaś niegrzeczna.

Jedna wielka łza bezwiednie stoczyła się po policzku dziewczynki.

- Wiesz co się robi z niegrzecznymi dziewczynkami, prawda? Będę musiał cię ukarać. Dlaczego zrobiłaś to swojemu tatusiowi. Tatuś chciał być dla ciebie dobry.

Mała dziewczynka wstała z łóżka. Spuściła głowę, potargane włosy zasłoniły mokrą od łez twarzyczkę. Rączki małej dziewczynki ściskały zabawkę.

- Muszę to zrobić kochanie. Musisz być grzeczna, tatuś się zawiódł na tobie, tatusia boli teraz bardzo mocno serduszko, nie możesz tego robić.

Mężczyzna podszedł do małej dziewczynki, ściągnął jej majteczki, nie protestowała, wiedziała, że musi być ukarana.

- Kochanie, nie wiesz jak zraniłaś tatusia, tatuś musi to zrobić, abyś była grzeczna. Rozumiesz to, kochanie, prawda?

Dziewczynka kiwnęła głową. Starała się nie płakać, grzeczne dziewczynki nie płaczą. Tatuś musiał ją ukarać. Bolało, bardzo bolało, ale mała dziewczynka nie krzyczała, tatuś nie lubił gdy ona krzyczała. Mała dziewczynka nie chciała, aby bolało go serduszko. Plusz misia wbił się w jej małe, czerwone od wysiłku, kurczowo zaciśnięte rączki. Dziewczynka musi być grzeczna, wtedy tatuś będzie dobry.

Ból był nie do zniesienia, mała dziewczynka osunęła się cicho, straciła przytomność.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
szkrabusiek
Scout



Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 1211
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW

PostWysłany: Pon 20:06, 29 Paź 2007    Temat postu:

Aby poznać wartość jednego roku, zapytaj studenta, który odpadł w egzaminach końcowych.
Aby poznać wartość jednego miesiąca, porozmawiaj z matką, która za wcześnie urodziła dziecko.
Aby poznać wartość jednego tygodnia, porozmawiaj z wydawcą tygodnika.
Aby poznać wartość jednej godziny, spytaj zakochanych, którzy czekają na to, aby się zobaczyć.
Aby poznać wartość jednej minuty zapytaj kogoś, kto spóźnił się na swój pociąg, autobus lub samolot.
Aby poznać wartość jednej sekundy, porozmawiaj z kimś, kto przeżył wypadek.
Aby poznać wartość jednej milisekundy, zapytaj kogoś, kto podczas igrzysk olimpijskich zdobył srebrny medal
Czas na nikogo nie czeka.
Zbieraj wszystkie chwile, które pozostają, ponieważ są tego warte.
Dziel je z wyjątkowym człowiekiem, a one będą jeszcze bardziej wartościowe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Pon 21:09, 29 Paź 2007    Temat postu:

no Gagatka....toś tym mnie pokrzepiła

ostro...aż mnie ciary przeszły....tragedyja


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
klaudia
Scout



Dołączył: 08 Lut 2007
Posty: 1625
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW "Modus Vivendi"
Płeć: harcerka

PostWysłany: Pon 21:13, 29 Paź 2007    Temat postu:

aż odechciało mi się z biologii uczyć..

i całej reszty też się odechciało...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 21:35, 29 Paź 2007    Temat postu:

Opowieść o jednym takim, co wstawał lewą nogą


Lewonożny Wstawacz wysuwa rano najpierw lewą nogą - bo taki już jego zwyczaj. Stawia lewą nogę na dywanie przy łóżku, potem wyciąga prawą nogę i juz ma powód do złości: głupi dywan, myśli. Za bardzo drapie i jest za szorstki dla moich delikatnych stóp. Lewonożny Wstawacz nie lubi stać na dywanie, chce więc jak najszybciej założyć kapcie. Ledwo wsunie w nie najpierw lewą, a potem prawą stopę, ma już drugi powód do złości: głupie kapcie! Takie rozdeptane, o wiele za duże na moje małe stópki!
Mrucząc pod nosem: "Ale dziś głupi dzień", sunie do łazienki i wścieka się po raz trzeci: głupia gęba, która patzry na mnie z lustra! Skrzywiona. Nieprzyjemna. Zmarszczone czoło nad zmrużonymi oczami, patrzącymi ponuro. Niżej wąskie usta ze smętnie zwieszonymi w dół kącikami.
-Słuchaj no ty- mówi lustro do Lewonożnego Wstawacza.-To, co widzisz w lustrze, jest zaprzeczeniem wszelkiej radości życia! Chyba sam nie znosisz tego zaspanego ponuraka.
-Masz rację- powiada Lewonożny Wstawacz do lustra.- Naprawdę ciężko wytrzymać z tym facetem, który gapi się na mnie. Ale jak to zmienić?
-Nic prostszego- odzywa się lustro.- Rozpocznij ten dzień jeszcze raz. Z powrotem marsz do łóżka. A potem wstań jeszcze raz, ale prawą nogą. Zobaczymy, co to da!
Ten pomysł podoba się Lewonożnemu. Natychmiast odwraca się na pięcie, biegnie do sypialni, wskakuje do łóżka i wstaje jeszcze raz. Najpierw prawa noga, dokładnie tak jak doradziło mu lustro.
Lewonożny stał się Prawonożnym Wstawaczem. I proszę, dzień zaczyna się na różowo. Ledwo Prawonożny staje na dywanie przy łóżku, już zaczyna się zachwycać: ależ milutki i miękki ten dywan. Dobrodziejstwo dla moich delikatnych stóp. Ogarnia go po raz pierwszy radość. Prawonożny drepcze po dywanie, rozkoszując się każdym krokiem i wsuwa najpierw prawą, potem lewą stopę w kapcie. Ach, jakie miłe bamboszki, myśli. Takie mięciutkie i przyjemne. I tak oto radość ogarnia go po raz drugi.
Prawonożny, kroczący radośnie do łazienki, patrzy w lustro i cieszy się po raz trzeci: jaka miła buzia uśmiecha się do niego. Pogodna. Buźka jak poranne słonko. Niezwykle radosna. Pod gładkim czołem błyszczące oczy, które patrzą na świat ciekawie. Niżej szeroko uśmiechnięte usta, kąciki skierowane do góry.
-Posłuchaj- mówi lustro do Prawonożnego. - To, co widzisz, to prawdziwa radość życia. Kto tak pogodnie rozpoczyna dzień, będzie umiał go wykorzystać!
-I tak się stanie!- woła Prawonożny do lustra i pogwizdując, znika pod prysznicem.


Wesoly
Powrót do góry
...:::G@g/\tK@:::...
Scout



Dołączył: 15 Lut 2007
Posty: 690
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13MDW / 5GZ
Płeć: harcerka

PostWysłany: Wto 17:47, 30 Paź 2007    Temat postu:

przepraszam...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
iksemes
Admin



Dołączył: 27 Cze 2007
Posty: 812
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczep Drużyn Monieckich
Płeć: harcerz

PostWysłany: Śro 12:38, 31 Paź 2007    Temat postu:

Jak żyć

Każdego ranka
stań obydwiema nogami mocno na ziemi
i powiedz: "Kochany dobry poranku!
Cieszę się, że znów jesteś.
Dzisiaj nie będzie ani jednej żałosnej miny.
Wiem, że ze smutnego ponuraka
nikt nie ma żadnego pożytku.
Słońce świeci, zapowiada się piękny dzień.
Chcę być wdzięczny.
Niech moje serce będzie wolne od nienawiści
i zazdrości.
Każdego wieczora, postaw kropkę
i przerzuć stronicę.
Inaczej beznadziejnie ugrzęźniesz.
Oddajmy co wieczór swoją stronicę
z jej prostymi i krzywymi znakami,
a nawet nie zapisaną. Taką jaka jest.
Złóżmy ją w dłonie Ojca.
Dzień następny można nawet wtedy zaczynać od nowa.

Kto potrafi cieszyć się szczerze udanym dniem,
to ma lepsze szanse w dniu niedobrym.



Będę

Będę prawdziwy,
bo są tacy, którzy mi ufają.

Będę czysty,
bo są tacy, którzy troszczą się o mnie.

Będę silny,
bo wiele trzeba wycierpieć.

Będę odważny,
bo trzeba odważyć się na wiele.

Będę przyjacielem wszystkich:
wrogów i tych, którzy nie mają przyjaciół.

Będę dawać
i zapominać o darze.

Będę pokorny,
bo znam swoją słabość.

Będę patrzeć w górę
i śmiać się, i kochać, i dźwigać.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewcia.
Scout



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW

PostWysłany: Czw 14:48, 01 Lis 2007    Temat postu:

Myslovitz - Acidland

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Ten kraj jest jak psychodeliczny lot
Czujesz, że nie zmienisz nic
Spróbuj wziąć z tego coś
To przecież twoje życie jest
Popełniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna odbijaj się
Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Odetchnij więc, zastanów się, znajdź jego sens
Bierz życie takim jakie jest
I ciągle szarp i zmieniaj je, przed siebie idź
Bierz życie takim jakie jest
I zmieniaj je i ciągle walcz, przed siebie idź! Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewcia.
Scout



Dołączył: 15 Mar 2007
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 13 MDW

PostWysłany: Nie 11:39, 04 Lis 2007    Temat postu:

Zaspał. Nie słyszał pierwszych dzwonów. Poprzedniego dnia znowu długo w noc pracował. Przepisywał teksty ze "Summy" św. Tomasza. W nocnej ciszy dochodziło do niego nawoływanie strażników i wybijane kolejno godziny na wieży ratuszowej. Lubił pracować nocą. Zresztą to była dla niego jedyna możliwość. W ciągu dnia, zwłaszcza po południu i wieczorami, wciąż był zajęty jakimiś sprawami ludzkimi, których nie mógł zaniedbywać. Wciąż zachodzili studenci do jego mieszkanka znajdującego się na parterze w gmachu uniwersytetu. Zdecydował się na nie świadomie: było małe i niewygodne, ciemne, ale bardzo poręczne dla wszystkich, którzy potrzebowali pomocy. Wśród studentów zgłaszających się do niego z jakimiś dla nich mniej lub więcej ważnymi sprawami, byli tak jego słuchacze, jak i całkiem mu obcy, byli ludzie z Krakowa, z Warszawy, z Gdańska, jak również cudzoziemcy. Sławna teraz wielkimi nazwiskami profesorów Alma Mater Jagiellonica ściągała młodzież nie tylko krajową, ale i z innych państw: z Czechosłowacji, z Węgier, z księstw Bawarii, Saksonii. Wśród tych rzesz młodych ludzi zdarzali się bogaci, w większości jednak byli to biedni chłopcy. Trafiali się wagabundzi, większość jednak prawdziwie szukała wiedzy. Tak jedni jak i drudzy wymagali opieki, troski, zainteresowania. Stąd musiał bez przerwy radzić, kierować, pouczać, pomagać: wciąż coś załatwiać, pośredniczyć, gwarantować, zaświadczać, nawet i stancje wyszukiwać, pieniądze pożyczać jak i dawać. Ale na koniec był przecież profesorem: musiał się przygotowywać do wykładów. Miał taki swój system wypracowany od lat: przepisywał teksty wielkich teologów. To pomagało mu koncentrować się nad treścią w tych pismach zawartą, a poza tym była i korzyść dodatkowa: mógł potem tych tekstów użyczać - służyć nimi tym, którzy inaczej nie mieliby do nich dostępu.

Zaspał. Dopiero drugie dzwony wyrwały go ze snu. Odziewał się szybko, żeby przyjść na czas do kościoła. Już od lat długich odprawiał Mszę świętą w kościele Św. Anny o szóstej godzinie, a tak proboszcz jak i kościelny nie lubili, jak się księża spóźniali. Gdy wychodził ze swojego mieszkania, zaczęła już dzwonić sygnaturka. Poderwała go do pośpiechu. "Jeszcze tylko pięć minut do rozpoczęcia Mszy świętej". Ulica tonęła w gęstej mgle. Panowała przytłumiona cisza. Nie dochodziły żadne głosy ludzkie, żaden hałas. "Tak to bywa często w Krakowie o tej porze roku, późną jesienią". Ciągnęło zimnym, mokrym powietrzem. "Nie bez powodu mówią przybysze, że tu, w Krakowie, wilgoć w kości wchodzi". On sam był tego dowodem. I jego łamało w taki czas w kościach. Okrył się szczelniej grubą peleryną. Szron w nocy pobielił blanki murów, bruk ulicy. Mróz ściął kałuże. Trzeba było uważać, żeby się nie poślizgnąć. I wtedy usłyszał krótki, urwany okrzyk, a potem trzask rozbijanego naczynia i głuchy stuk upadającego ciała. Zaraz potem wybuchnął płacz. Płacz dziecka. "Coś się stało". Wstrząsnął się przerażony. "Ale o tej wczesnej porze dziecko?" Musiało być ono tuż, w pobliżu, jednak gęsta mgła szczelną zasłoną zamykała pole widzenia. Jeszcze kilka kroków. Najpierw zobaczył dużą białą plamę i skorupy rozbitego dzbana, potem obok klęczącą dziewczynkę, która płakała. Dokładnie na skrzyżowaniu ulicy Jagiellońskiej z ulicą św. Anny. Jeszcze spojrzał na dziewczynkę. Teraz domyślił się wszystkiego. Bardzo młoda, ale już nie dziecko. Biednie ubrana. "Tak, jest gdzieś na służbie i chyba niosła mleko od wieśniaków z pobliskiej Krowodrzy, może z przeciwległego Zwierzyńca, spieszyła się, nie spostrzegła lodu, poślizgnęła się, upadła, stłukła dzban z mlekiem. Płacze, bo ją spotka awantura w domu". Znowu go zaatakowała myśl, że już późno, że powinien iść i to jak najszybciej, bo się spóźni na Mszę świętą. Ale przystanął. Jakoś nie mógł tak po prostu przejść. Nie mógł nie okazać współczucia. Nie wiedział, jak ma to uczynić. Nawet w pierwszej chwili chciał sięgnąć do kieszeni, żeby dać dziewczynie pieniądze na dzban i na mleko, ale się wstrzymał, bo rozumiał, że nie o to chodzi. "I cóż z tego, że ona przyniesie państwu, u których służy, pieniądze, i tak zostanie obrugana, że jest niezdara, bo rozbiła dzban, wylała mleko, a przy tym dodatkowo, że jest żebraczka, że wyżebrała u jakiegoś nieznajomego pieniądze". Nachylił się, przyklęknął. Szloch jakby przycichł. Dziewczynka spostrzegła, że nie jest sama. Patrzył na plamę mleka. Czuł się zupełnie bezradny i był przekonany, że każde słowo jest tutaj zbędne, niepotrzebne, byłoby wprost nietaktem. I tak prawie odruchowo, jak to zawsze czynił w rozmaitych trudnych sytuacjach, zaczął się modlić do Boga, by jakoś zaradził na swój Boży sposób, na jaki - to On sam tylko dobrze wie. Wciąż wpatrzony w nieszczęsną plamę mleka zaczął mimo woli, odruchowo zgarniać skorupy, jakby chciał je skleić na powrót. Ale myśl, że już nie zdąży punktualnie wyjść ze Mszą świętą, poderwała go w sposób ostateczny. Pełen jakiegoś wewnętrznego zawstydzenia, że nie jest w stanie przyjść z pomocą, a także, że nie może już dłużej towarzyszyć dziewczynie w tym nieszczęściu i odchodzi do jakichś swoich obowiązków, podniósł się i prawie na wpół biegnąc oddalił się w stronę kościoła. Dziewczynka zauważyła ten jego gwałtowny ruch. Oderwała ręce od oczu i popatrzyła za nieznajomym księdzem, którego współczucie wyczuła, a który teraz z rozwianą peleryną pędził do kościoła. Potem znowu skierowała wzrok na powód swojego płaczu. I wtedy pełna bezbrzeżnego zdziwienia zobaczyła, że na jezdni stoi dzbanek. Jej dzbanek pełen mleka. Jeszcze nie dowierzając własnym oczom wzięła go w ręce, przytuliła do siebie. Tak, to był prawdziwy jej dzbanek. Nie zastanawiając się, jak to się mogło stać, podniosła się i pobiegła w stronę domu.

Jeżeli to nawet nie jest prawda, tylko legenda, to jakiż musiał być to święty, jak bardzo wrażliwy na ludzką biedę, skoro przypisano mu cud wręcz nieprawdopodobny. Bo któryż ze świętych zrobił cud tak bardzo bez powodu jak on: święty Jan Kanty.



ks. M. Maliński

edit by iksemes: oj ... [###]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Mafeking Strona Główna -> Luźne tematy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin